Niżej Podpisany
Tom 3
Piotr Kowalczyk © 2011
Smashwords Edition 2011
Smashwords Edition, License Notes
Thank you for downloading this ebook. You are welcome to share it with your friends. This book may be reproduced, copied and distributed for non-commercial purposes, provided the book remains in its complete original form. If you enjoyed this book, please return to Smashwords.com to discover other works by this author. Thank you for your support.
Niżej Podpisany (Piotr Kowalczyk)
Self-publisher, tech-absurdysta i popularyzator czytelnictwa książek elektronicznych. Tworzy mikroopowiadania na Twitterze oraz historie obrazkowe na iPhonie. Liczba pobrań jego e-książek przekroczyła 100 tysięcy.
Spis treści
Halina Dopełna skończyła sprawdzać faktury za poprzedni miesiąc. Rozprostowała kości tak, by koleżanki z pokoju w firmie „300 księgowych i spółka” nic nie zauważyły.
– A ja to znowu do nocy będę siedziała – żaliła się jedna z koleżanek Dopełnej, gdy ta spojrzała na zegarek. Było za 20 minut szesnasta.
* * *
– Ryszardzie – powiedziała czule księgowa, gdy wróciła do domu. – Zaoszczędziłam dzisiaj 20 minut. Nie wiesz, co można by zrobić z tym niespodziewanym podarunkiem od czasu?
– Halino, może byś w końcu wkręciła nowe żarówki i przybiła do ściany nasze monidło, a ja tymczasem zrobię pyszną zupę krem z ricobiancolette.
– Ryszardzie, pomyślałam, że może by sprzedać te 20 minut. Z tego, co mi wiadomo, byłam dzisiaj jedyną księgową, która wyrobiła się przed czasem. Inne narzekają na jego brak, więc chętnie by kupiły. Chyba.
– Właśnie. Chyba. A poza tym, inne też mogły udawać, że dalej pracują. Sama wiesz, że to nie jest trudne – powiedział tonem balsamicznym Ryszard, krojąc marchewkuszkę i podcinając środkowy palec.
* * *
Następnego dnia Halina Dopełna zaoszczędziła kolejne 15 minut, a do końca tygodnia uzbierało się tego ponad godzinę.
Myśl, by na tym zarobić nie dawała jej spokoju, a pieniądze przydałyby się rodzinie jak nigdy. Wybierali się nad morze i nie chcieli stołować się w smażalniach na obrzeżach Lechosławowa, tylko w centrum, tych droższych. Przecież ludzie patrzą.
Poszła do brata.
– Ej, mam biznes – powiedziała sucho pani Halina, gdy weszła do mieszkania Dońka, handlującego w internecie pustymi puszkami po sardynkach w oleju własnym. – Masz mi sprzedać na Alledobro godzinę wolnego czasu. Tylko podbijaj cenę i nie ujawniaj, że to ode mnie, bo jak się baby z pokoju dowiedzą, to mnie zabiją, łachudry.
– Ale muszę napisać, że czas od księgowej jest – podrapał się po podeszwie Doniek. – Muszę wiarygodny być, bo mi gwiazdkę odejmą.
– Nic nie musisz. No tempo, tempo, bo wydatki mam.
* * *
Pierwsze 60 minut zostało sprzedanych w internecie po cenie, która pozwalała stołować się nie tylko w droższych smażalniach w Lechosławowie, ale i tamtejszych tańszych restauracjach hotelowych.
Pierwszym kupcem był młody ideowiec po odrolnieniu części mózgu odpowiadającej za samodzielne decyzje, który był asystentem polityka populistyczno-seksistowskiego, który ubiegał się o prezydenturę, w związku z czym dawał bardzo dużo pracy swoim asystentom, a zwłaszcza tym po odrolnieniu.
* * *
Wkrótce na Alledobro pojawiły się kolejne oferty sprzedaży wolnego czasu. Pochodziły one z początku od alledobrowiczów handlujących nieco mniej popularnymi dobrami, na przykład książkami, którzy końcówki wolnego czasu codziennie wystawiali na sprzedaż, żeby pokryć choć w części koszty frustracji związanej z brakiem zainteresowania pozycjami klasyki papieru i farby drukarskiej. Potem pojawiły się oferty pochodzące od zwalnianych pracowników dużych przedsiębiorstw drogowych, gdy okazało się, że nie zdążymy wybudować autostrad na czas, więc nie było sensu nawet zaczynać. Odsprzedawano za to bardzo mało czasu emerytów i rencistów, gdyż ci, po wyemigrowaniu z Polski trzech milionów ludzi w sile wieku, znajdowali z powrotem pracę w zawodzie, a co najważniejsze – za całkiem niezłe pieniądze.
* * *
– Halina, co ty taka wyluzowana dzisiaj? Jogurt sobie popijasz i uśmiechasz pod tym swoim nosem. Ty chyba za mało pracy masz?! Ja to dzisiaj do rana chyba posiedzę – powiedziała zawistnie koleżanka Haliny Dopełnej i ta wkrótce dostała od szefa ustną naganę.
* * *
Wśród kupujących czas przeważali oczywiście uzależnieni gracze komputerowi. Drugą liczącą się grupą byli drobni przedsiębiorcy i ich wyzyskiwani pracownicy, potem matki samotnie wychowujące dzieci oraz karierowicze. Grupą największych zakupów indywidualnych byli naukowcy, biorący udział w konkursie na alternatywne źródło energii, pochodzące z surowców krajowych i gwarantujące bezpieczeństwo energetyczne kraju ze szczególnym uwzględnieniem połączonych kancelarii prezydenta. W konkursie tym nagrodą główną był uścisk dłoni prezydenta, a nagrodami dodatkowymi były czeki opiewające na milion złotych każdy, na pokrycie kosztów badań dla pierwszych 100 zgłaszających.
* * *
Można by się spodziewać, że grupą najbardziej zainteresowaną powinni być biznesmeni i wysokiej klasy menedżerowie. Ale czasy, w których wypadało chwalić się tym, jak długo siedziało się w pracy, już dawno minęły, i to bezpowrotnie. Europa już stara i odchodząca, a do ideału tytanicznego pracownika z Singapuru nie trzeba aspirować, bo daleki wschód, jak sama nazwa mówi, jest nieskończenie, ale to nieskończenie daleko.
Chwalili się natomiast menedżerowie tym, czyj czas kupowali, i to właśnie ta grupa spowodowała dwuipółmiesięczną modę na czas z górnej półki i rozpropagowała ideę handlu tym cennym dobrem w społeczeństwie. Na polu golfowym wstyd było nie pochwalić się tym, że kupiło się dwie minuty czasu od profesora prawa i członka Trybunału Racji Stanu. W drogiej restauracji nie dało się nie pochwalić tym, że za pośrednictwem wyspecjalizowanej firmy Prime Time Trading Co. kupiło się dziewięć minut czasu znanego scenarzysty, który zaoszczędził na końcówce scenariusza nowego hitu filmowego. W czasie posiedzenia rady nadzorczej trudno było nie nadmienić, że odkupiło się czas od najbardziej znanego parkurowca, który hobbystycznie zasiadał w radzie nadzorczej Banku BPO PZWBSkok Opieki SA.
* * *
Oprócz Alledobro zaczęły sprzedawać czas i inne portale. Powstały też takie, które były specjalnie dedykowane handlowi czasem. Wydawało się, że nowy biznes skazany jest na finansowy sukces, porównywalny jedynie z handlem prawami do emisji dymu tytoniowego.
Czarny dzień nastąpił szybciej, niż którykolwiek analityk zdążył wprowadzić dane krytyczne w programie Time Excelsior Pro. Powód zapaści był jeden: każdy woli narzekać na brak czasu niż go faktycznie mieć.
* * *
– Ja to dzisiaj chyba znowu będę siedziała do północy – powiedziała Halina Dopełna. Jej pełna smutku wypowiedź spotkała się z życzliwą akceptacją koleżanek, po czym wszystkie, upewniwszy się, że minęła godzina szesnasta, wyszły z pracy w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.
Balbina Wachowiakowa robiła z mężem i synem zakupy w veryhipermarkecie. Wózek był w połowie zapełniony, a dopiero przejechali część spożywczą.
– Mama! Mama! Zobacz! Kubicar! Kubicar! – krzyczał Rafik, patrząc na metrowej długości model Formuły Zero z różnymi bajerami, a trzytomowy podręcznik ich obsługi mieścił się w niewielkim dwudziestolitrowym bagażniku w ogonie bolidu.
– Nie, Rafciu, nie mamy pieniążków, musimy jeszcze kupić proszek do prania na trzy miesiące, bo w hipermarkecie osiedlowym jest o całe 25 groszy droższy na paczce.
– Mama ma rację – odezwał się ojciec rzeczowo.
– No dobra – zmienił ton Rafik z dziecięcego na dorosły. – Biorę biało-zielonego i spływamy stąd.
– Rafik. Nie! Mamy wydatki!
– Mama ma rację – powiedział ojciec i nieoczekiwanie skręcił wózkiem w alejkę dla majsterkowiczów.
* * *
– Balbiś, zobacz. Multiwkrętarka ekologiczna! – wyrwało się ojcu Felicjanowi, gdy zobaczył zestaw promocyjny z kompletem wierteł „three lifetimes guarantee”.
– Nie, Felik.
– Ale... Muszę dokręcić śrubkę w szafce. Wiesz, tej na górze z prawej strony, w naszym drugim pokoju gospodarczym.
– Felik. Nie ma mowy. Mamy wydatki. Nie pamiętasz, że jedziemy dzisiaj na urodziny do cioci Basi?
– Pamiętam, ale... – ojciec próbował ciągnąć negocjacje z chłopięcą niewinnością.
– Mama ma rację – uciął rzeczowo Rafik.
* * *
Gdy dojechali do kasy numer 221 swoim wózkiem widłowym z przyczepką, minęły trzy godziny i pięćdziesiąt dziewięć minut od przekroczenia przez nich bramek wjazdowych na halę numer 3.
– Nieźle, tylko trzy godziny dzisiaj – powiedział ojciec rzeczowo.
– No, a mama wybierała przecież przez całą godzinę prezent dla ciotki.
– Nie ciotki, tylko cioci – powiedziała mama.
Wybrała w końcu zupełnie bezużyteczny trzystuelementowy zestaw obiadowy. Ciotka miała już takie dwa, a mieszkała samotnie po tym, jak opuścił ją trzeci mąż i siódmy konkubent.
* * *
– To wszystko? – spytała kasjerka po skasowaniu wszystkich produktów i zanim pani Balbina zdążyła odpowiedzieć, odtworzyła jeszcze z pamięci wyuczoną formułkę:
– A może życzą Państwo samochód pięcioosobowy w kolorze ekologicznego matu, z siedmioma poduszkami, czterostrefową tropikatyzacją, silnikiem przygotowanym do zainstalowania napędu ekologicznego i dwudziestoma opcjami dodatkowymi w standardzie.
– Tylko dwudziestoma? – spytał Rafik zawiedziony.
– Dziękujemy, mamy inne wydatki – powiedział ojciec rzeczowo.
– A bagażnik duży? – spytała pani Balbina.
– No... chyba tak – odpowiedziała kasjerka i dodała od siebie dalszą część wyuczonej formułki:
– Oferujemy dogodny zakup rozłożony na raty. Raty dwudziestozłotowe – co miesiąc lub co dwa. Dostępne kolory to bahama świerk, brzoza rzymska doublemat, trawa glamour. Tapicerka mech górski lub plaża egzotyczna.
– A bagażnik duży? – spytała mama jeszcze raz, ale raczej dla fasonu.
– No... chyba nie wiem.
– Dobrze, weźmiemy. Wie pani, zakupów dzisiaj dużo. Trawa glamour, plaża egzotyczna, raty miesięczne.
– Dobrze, proszę tu są kluczyki i dowodzik. Ubezpieczenie w schowku na dokumenty. Samochodzik stoi na tyłach po lewej. Tablice rejestracyjne aktywują się pięć minut po uruchomieniu silnika. Życzę szerokiej drogi.
– Dziękuję – odpowiedziała pani Balbina, ale po chwili dodała:
– Aha, poproszę jeszcze zapalniczkę.
Kasjerka zmarszczyła czoło i zaczęła coś sprawdzać w systemie kasowym:
– Zapalniczka, zapalniczka,... niestety nie mamy takiego produktu.